VI Amatorskie Regaty Windsurfingowe
o "Puchar WOPR w Kielcach" - 2002r.
Relacja Wojtka Winiarskiego oraz Staszka Kwiecińskiego z Krakowa, która ukazała sie w magazynie windsurfingowym "DESKA":
Jak każe kilkuletnia tradycja, na brzegach malowniczego podkieleckiego zalewu Chańcza w pierwszą sobotę września spotykają się uczestnicy Świętokrzyskich Amatorskich Regat Windsurfingowych. W tym roku to już szósta edycja tej imprezy. Po piątkowych obfitych opadach i burzach prognozy zapowiadają na sobotę ciepły ładny dzień, wprawdzie ze słabym wiatrem (1-2B), ale z najlepszego dla tego akwenu kierunku północno-zachodniego....Duże zdziwienie wywołuje więc mocny deszcz, który przez ostatnie kilometry przed Chańczą towarzyszy dojeżdżającym na regaty z rożnych stron zawodnikom...Tym bardziej, że wielu wybrało się w większym gronie planując rodzinne grilowanie...Na szczęście po godzinie deszcz ustaje, a zza porozrywanych chmur powoli zaczyna wyglądać upragnione słońce. Niestety wiatr ciągle nie nadchodzi. Główny organizator i dusza tych regat – Janusz Kasiak, jest jednak przygotowany na wszystko – podczas odprawy po przywitaniu gości i przedstawieniu długiej listy sponsorów omawia program imprezy – w razie braku wiatru mają być rozegrane wyścigi desek...bez pędników! Wybuch śmiechu okazuje się przedwczesny...
Z brzegu oglądamy trasy regat – dla desek mieczowych “po trójkącie” a dla desek bezmieczowych – “po pętli”. Podane są też limity czasu na otwarcie startu i mety (5 i 15 minut) – początkowo wydają się być bardzo długie...
Jeszcze pokaz sygnałów startowych, przypomnienie o zasadach bezpieczeństwa na wodzie, sygnałach wzywania pomocy i bezwzględnym wymogu startu w kapoku!
Do regat zgłosiło się tylko ;) ...74 (!) zawodników (w tym blisko 50 w bezmieczówkach), nie udało się więc pobić ubiegłorocznego rekordu – za to go wyrównano J . Chętnych do startu przyjechało znacznie więcej - zapewne pogoda na początku imprezy odstraszyła część uczestników, Szkoda, bo gdyby mocniej wiało z pewnością byłoby nas więcej na wodzie.
Tymczasem pogoda się poprawia, czekamy więc na sprzyjający wiatr, który momentami wzmaga się do… 0.05B ;). Sędziowie decydują się na rozpoczęcie zawodów od wspomnianej konkurencji awaryjnej – wyścigu desek bez pędników (!) czyli tzw Body Surfing ;)
Schodzimy na wodę i płyniemy na linię startu wiosłując rękami. Oczywiście każda kategoria po swojej trasie, odpowiednio skróconej... 6 minut, 3 minuty, start! Wszyscy ruszają ostro leżąc brzuchami na deskach. Okazuje się, że pływanie bez żagla wymaga innej techniki prowadzenia deski – szybko robi się ciasno i czasem nie ma nawet miejsca w wodzie, żeby włożyć rękę do wiosłowania... Style wiosłowania poszczególnych zawodników też są różne – większość preferuje ruchy rękami jak przy delfinie, inni płyną kraulem. Kilku decyduje się na styl grzbietowy, który daje dość dobre efekty! Parę osób pomaga sobie jeszcze praca nóg za deską...
Zwrot na boi wywołuje ogólny chaos. Niektórzy podciągają się za strapy innych desek... Trasa powrotna wydaje się znacznie dłuższa ;) Ręce odmawiają posłuszeństwa, zwłaszcza na szerokich kadłubach... Przejeżdżająca motorówka tworzy niezłą falę – czujemy się prawie jak na Jaws J , niektórzy stają na deskach…
Na mecie identyfikacja zawodników następuje poprzez wykrzyczenie swojego numeru do sędziego na motorówce – metoda okazuje się nieco zawodna i nie wszystkich udaje się poprawnie sklasyfikować. Dlatego ten bieg nie wejdzie do punktacji regat, ale pierwsze trzy miejsca zostaną specjalnie nagrodzone J .
Po tak wyczerpujących zmaganiach wszyscy z radością ustawiają się w kolejce po przydziałowy pyszny bigos.Złośliwie lekki wiatr pojawia się w czasie posiłku. Musimy się spieszyć, bo zaraz kolejne biegi – już z pędnikami! Bieg pierwszy – przy nierównym wietrze 1-1,5B idzie dość sprawnie w obu kategoriach.
Po krótkiej przerwie bieg drugi. Wiatr znowu siadł praktycznie do zera, więc większość “bezmieczowców” ma kłopoty z odpłynięciem od brzegu...Gdy kilku przekracza linię startu, pozostali ciągle próbują dostać się na nią pokonując kilkadziesiąt metrów w dowolnym stylu – holując deski za sobą lub pompując żaglami, póki jeszcze można – wszak na tych regatach obowiązuje zakaz pompowania na trasie! Limit czasu na starcie kurczy się w oczach! Wreszcie pojawia się słaby wietrzyk – ale wystarcza jedynie na ¾ trasy... Końcówka to znowu walka z wiatrakami - słabe podmuchy pojawiają się rzadko i na dodatek z różnych niespodziewanych stron. Szerokie deski dryfują pomimo prób halsowania. Część osób kładzie pędniki na deskach i wiosłuje do mety rękami – w regulaminie nie było zakazu... ;)
Spora liczba desek klasy Formula zmusi zapewne organizatorów do rozegrania w przyszłości osobnej konkurencji w tej klasie.
Co się działo na trasie desek mieczowych – relacjonuje startujący w tej grupie Staszek Kwieciński z Krakowa uczestniczący po raz pierwszy w regatach.
“W grupie mieczówek ( 26 startujących) jako jedyny punktualnie wystartował Leszek Brzózka - na swoim krążowniku Division II z doczepionym 9.8 Neil Pryde’m posuwał się nie wiedzieć na czym do przodu. Wszyscy przecierali ze zdumienia oczy - co jest u licha, On płynie a my nie! Mało tego, "podmuchy " przy brzegu zmieniały kierunek – dało się zaobserwować paru zawodników desperacko walczących na biegu wstecznym. Tak czy inaczej, jak Leszek okrążał pierwsza boję, paru szczęśliwcom udało się po morderczej walce przeciąć linie startu (zmieścili się w wymaganych 5 minutach) i rozpoczęli "pogoń" za liderem. Gdy Leszek kończył bieg, 95% z nas walczyło by dojść do pierwszej boi – niestety odgwizdali koniec biegu 15 minut po tym jak Leszek przeciął linie mety i większość z nas z uśmiechem rozpoczęła odwrót w kierunku brzegu - co było samo w sobie nie lada przeżyciem.
Na drugi bieg piszący te słowa postanowił pilnować lepiej Timera na swoim zegarku i nie dać się zaskoczyć na starcie, jak również baczyć pilnie, jak rozegra taktycznie kolejny bieg Leszek Brzózka. Cóż, na starcie byłem w pierwszej trojce, ale jak podmuch się skończył to stanąłem a Leszek płynął dalej - nie było już tak zupełnie łatwo i kątem oka obserwowałem ewolucje mistrza, żeby załapać najlżejszy podmuch - ale jego pozycja była od początku do końca niezagrożona. Pompa była zabroniona - czego wszyscy poza nielicznymi wyjątkami starali się przestrzegać.
Sprzęt był bardzo różny: od legendarnego DIV II, Hi Fly 370, poprzez gamę desek mieczowych 310-350 (BIC, Fanatic, Alpha, Mistral), na… Starboardzie GO z dołożonym mieczykiem J kończąc.
Organizatorom należą się duże brawa za świetną organizacje, pasję, wielki optymizm i gorącą atmosferę. Zawody przygotowane profesjonalnie z obstawą WOPR i Policji. Uczestników tak na oko prawie setka (w tym pięć kobiet) + drugie tyle kibiców!
Patronem medialnym imprezy jest od lat Magazyn Windsurfingowy DESKA. W tym roku pojawił się sam redaktor naczelny, który z uwagą przyglądał się startującym, udzielał wielu fachowych porad, robił zdjęcia. Naocznie stwierdziłem, że proces rehabilitacji nogi (po skomplikowanym złamaniu w kolanie na narciarskich zimowych alpejskich szlakach) postępuje doskonale i po groźnej kontuzji nie ma już prawie śladu!”
Równolegle z zawodami, wyłączny dystrybutor sprzętu firm F2 i Arrows w Polsce - firma V-Tech z Rudawy k/ Krakowa, prezentowała najnowsze deski (Power Glide, Wizzard, X-speed) i żagle (Speedster, Burner). Przedstawiciele firmy - Bogusław Liber i Marek Bodziony (“Dziobak”) uwijali się niestrudzenie udzielając niezliczoną ilość odpowiedzi na mnóstwo mniej lub bardziej kłopotliwych pytań, pokazywali taklowanie i pomagali w trymowaniu żagli, doradzali w doborze sprzętu… Szkoda, że brak wiatru uniemożliwił sprawdzenie testowego sprzętu na wodzie.
Firma V-Tech jest jednocześnie pomysłodawcą i sponsorem rozgrywanego po raz pierwszy w tym roku cyklu imprez windsurfingowych pod nazwą Puchar Polski Południowej. Regaty na Chańczy stanowiły trzecie z kolei zawody tego cyklu – po regatach na zalewie Klimkówka k. Gorlic oraz na jeziorze Żywieckim. Choć wszystkie 3 odsłony PPP miały pecha do wiatru, udało się wyłonić zwycięzców, którzy startowali w przynajmniej 2 imprezach tego cyklu. I tak najlepszym w PPP okazał się przedstawiciel organizatora – Marek Bodziony, klasyfikowany poza konkurencją, więc punktowane miejsca zajęli kolejno: Krzysztof Adamski, Przemek Kopeć, Sebastian Strzygocki, Mariusz Wypych i Wojtek Winiarski. Nagrodą jest możliwość zakupu sprzętu od firmy V-Tech z 50% bonifikatą. Oczywiście dostępny w tej promocji zestaw sprzętu zależy od osiągniętego miejsca.
Około 15.30 następuje oficjalne ogłoszenie wyników, rozdanie dyplomów i pucharów - miłym akcentem są specjalne nagrody dla wszystkich pań startujących w regatach
(prenumerata magazynu “DESKA” oraz zestawy przypraw firmy Kotanyi – wszystkie panie zmieściły się na “pudle” J ). W kategorii mieczówek wygrywa Leszek Brzózka przed Tomkiem Sadowskim, Jackiem Piątkiem, Marleną Sajkiewicz i Piotrem Jancewiczem, zaś bezmieczówek - Tomasz Mozdynkiewicz przed Maciejem Sajkiewiczem, Mateuszem Tamborskim, Bartkiem Jeżyną i Robertem Stefanowskim.Na koniec zaczyna się najbardziej emocjonująca konkurencja dnia - losowanie wśród wszystkich uczestników nagród, których mnogość i obfitość zadowoliłyby niejednego wybrednego zawodnika klasy europejskiej J : Quiverbagi, linki trapezowe, pokrowiec na deskę, trapez, latawiec do uprawiania buggy, statecznik, owijki na bagażnik, paski do mocowania sprzętu, napoje, i przebój regat – drewniane ogrodowe wiatrowskazy – krówki, kiwające głową zależnie z częstotliwościa zależną od siły wiatru J . Każdy otrzymnał również gustowna polarową czapeczkę z windsurfingowym logo – na chłodniejsze jesienne pływania ;) Sponsorzy spisali się na medal J
Jeszcze wspólne zdjęcie – oczywiście w polarowych czapeczkach i część uczestników powoli kieruje się do samochodów, zaś najbardziej wytrwali zbierają się przy ognisku i pieką kiełbaski sponsorowane przez jednego z uczestników Tomka Siniarskiego.
Impreza jak zwykle super zorganizowana - gratulacje i słowa uznania dla operatywności i zaangażowania Janusza Kasiaka oraz całej ekipy typowych pasjonatów! Oby takich więcej!
Bez wątpienia Świętokrzyskie regaty są największą amatorską imprezą windsurfingową na południu naszego kraju.. Co roku zwiększa się liczba osób biorących udział w regatach. Rywalizacja na wodzie jest świetną zabawą, możliwością sprawdzenia swoich umiejętności opanowania sprzętu i taktyki żeglowania, wymiany doświadczeń. Regaty to też okazja do spotkania starych znajomych i poznania nowych...Już dziś w imieniu organizatorów zapraszam wszystkich fanów deski z żaglem do uczestnictwa i zabawy podczas kolejnej, VII edycji Świętokrzyskich Amatorskich Regat Windsurfingowych! Do zobaczenia nad Chańczą w pierwszą sobotę września 2003!
Wojtek Winiarski “Wini”
Staszek Kwieciński
Kraków