IV Amatorskie Regaty Windsurfingowe
o "Puchar Radia TAK" - 2000r.
Zdjęcia z
regat
(Przepraszam za słabą jakość zdjęć)
Opinie uczestników regat:
Jadwigi Wichman, Wojtka Winiarskiego, Tomka Sadowskiego,
Krzyśka Buckiego, Marcina Toporka, Tomka Kasiaka
Tomasz Sadowski - Kraków
Od trzech lat mam przyjemność obserwować te spotkania wrześniowe nad Chańczą, wcześniej jako sędzia regat, w tym roku po raz pierwszy jako uczestnik. To zresztą sędziowanie tych regat spowodowało, że zainteresowałem się windsurfingiem, którego wcześniej jako konserwatywny żeglarz, nie uznawałem. Swojej decyzji ani przez moment nie żałuję, a imprezy takie jak Regaty Świętokrzyskie dodatkowo mnie o tym przekonują. W tym roku wreszcie miałem okazję poczuć na własnej skórze ten dreszczyk emocjii napływ adrenaliny przed sygnałem startowym wydawanym przez Sędziego Głównego (którym do tej pory sam byłem), jaki obserwowałem dotąd u zawodników i którego, co tu owijać w bawełnę bardzo im zazdrościłem.
Zaczęło się tradycyjnie... Kolejne przyjeżdżające samochody z chętnymi do startu parkowały na rozległej łączce (swoją drogą, jeśli liczba uczestników z roku na rok będzie tak wzrastać jak do tej pory, to niedługo nie będzie na brzegu miejsca na wciśnięcie szpilki). Z każdą minutą powiększające się grono zawodników, grupowo i każdy indywidualnie, wyrażało słowami powszechnie uważanymi za obraźliwe, swe opinie na temat pogody, tzn. wiatru, a konkretnie jego braku. Faktycznie wiatru było jak na lekarstwo i nic nie zapowiadało, by cokolwiek w tej sprawie mogło się zmienić, chociaż , Ojciec Chrzestny i Naturalny oraz Dobra Dusza tych Regat, ucieleśniony w jednej osobie Janusza Kasiaka, uparcie przekonywał, że „powieje”. Choć niektórzy mieli wątpliwości w tej kwestii, jak co roku okazało się jednak, że w ostatniej chwili wiatry się ruszyły i można było rozegrać zaplanowane trzy wyścigi w kategorii desek bezmieczowych. Po nich nastąpiła przerwa na bigos dla wszystkich uczestników, a gdy „mieczówki” poczęły gromadzić się koło linii startu, wiatr okazał się jeszcze łaskawszy niż w poprzednich wyścigach „bezmieczówek” i powiał już całkiem przyzwoicie.
Po rozegraniu na trzech wyścigów w "bezmieczówkach i dwóch w "mieczówkach, większość uczestników regat czuła wielki niedosyt i co powtarzało się w większości komentarzy, postulowała przywrócenie,jak w latach poprzednich, przynajmniej jeszcze jednego wyścigu dla każdej z kategorii. Rywalizacja była zażarta, nie dziwił więc apetyt uczestników przy tradycyjnym już w tych regatach ognisku z kiełbaskami, które zakończyło wrześniowe spotkanie, stale powiększającego się, grona zapaleńców windsurfingowych.
Jadwiga Wichman - Kraków
Z przyjemnością podzielę się pewnymi spostrzeżeniami, trochę na gorąco, bez zastanowienia, ale jak odsunę, to trochę na dłużej (biorę urlop... na remont łazienki). Zacznę od PLUSÓW. Podziwiam Was za zorganizowanie takiej imprezy, która z roku na rok ściąga więcej chętnych. Wspaniały nastrój zabawy. Z przyjemnością jedziemy te ponad 100 km. Wyszukiwanie sponsorów dla nagród i miłych pamiątek, jak przede wszystkim dyplomy a w tym roku równiez kubki i koszulki to niełatwe zadanie. My przyjeżdżamy oczekując dobrej zabawy, Wy to wszystko musicie przygotować, nie wiedząc do końca ile osób przyjedzie i ...udaje się Wam.
Uwagi trochę krytyczne dotyczą już samych regat. Pierwszy raz startowaliśmy trzy lata temu, był silny wiatr a mimo to nie zrezygnowaliście ze zorganizowania dłuższych kolejnych "biegów" i było ich chyba 5. Już dwa lata temu były znacznie krótsze i po 3. W tym roku były zupełnie krótkie (wszystko, a przynajmniej bardzo dużo zależy od startu) i tylko po dwa. I ja i Tomek odczuliśmy niedosyt pływania i rywalizacji. Pierwszy raz jak byliśmy regaty rozpoczęły się wcześniej, nie było długiego oczekiwania na kolejne "biegi", nawet z braku siły niejeden się wycofał. W tym roku, wydaje nam się, ze było stanowczo za mało pływania. Jeśli godzinę trwały jedne lub drugie zawody to za krótko. No i jeszcze jedno już mniej ważne - przy tej ilości osób (co innego jak było do 30) wydaje się już sensowny podział na kategorie przynajmniej na: mężczyzni i kobiety. Te uwagi krytyczne absolutnie nie mają wpływu na nasze nastroje poregatowe. Byliśmy bardzo zadowoleni i jak tylko będziemy mogli przyjedziemy w przyszłym roku.
Wojciech Winiarski - Kraków
No i byłem,
fajnie się bawiłem...:-)) Były to już IV Świetokrzyskie Regaty
Windsurfingowe Chańcza 2000. Ogołem startowało ponad
60 zawodników podzielonych na 2 kategorie: deski bezmieczowe (33 osoby) i
mieczowe. Z powodu
słabego i zmiennego wiatru dla bezmieczowych były 3 wyścigi po jednej
prostej trasie (do boi trochę pod
wiatr i z powrotem), a potem dla
mieczowych trasa po trójkacie i 2 biegi. Pompowanie było
zabronione!!! Zaplecze imprezy było -
w porównaniu do edycji sprzed 2 lat - dużo lepsze. Dużo więcej
sponsorów - głowny to Allianz oraz wielu innych - m.in. radio TAK z Kielc,
firmy budowlane (Henkel od
Ceresitu), Vamp, Brok i inne. W efekcie każdy uczestnik wyjechał z reklamówka gadżetów - m.in. z żóltym
okolicznościowym kubeczkiem (super grafika! - wreszcie w pracy będę miał swój indywidualny kubek
:-))), żółta okolicznościowa koszulka, szklaneczka Brok. Dla zwycięzców
puchary i szampany. Nagroda
specjalna - żagiel Falcon Vamp'a - została wylosowana spośród 3
uczestników, którzy startowali na żaglach
dakronowych (w tym 2 kobiety). Wśród wszystkich uczestników wylosowano kilka quiverbag'ow, a
radio TAK prowadziło quiz z nagrodami - gadżetami od radia i gazety Słowo Ludu. O 13.00 Społem
Kielce zaprosiło na wspaniały bigos, a po zawodach na pieczenie kiełbasek, przepijanych jednym piwem
Brok (wszystko w ramach "wpisowego"). BoardSport z Pruszkowa przyjechał
z testami żagli NP (Jet
6.7, Diablo 7.7 i 8.2) oraz BIC Techno 283 i 293 (mieli tez AHD Diamond 70, ale
nie chcieli dać, bo "za
słabo wieje na tą dechę 120l" ;-) ) Swoje stoiska mieli: Magazyn Windnsurfing,
sklep windsurfingowy z Dębicy
oraz Vamp. Własciciel Vamp'a prezentował swoje żagle (ale tylko pokazywał -
bez testów). Szkoda, ze nie
zjawili sie polscy przedstawiciele F2 - firma VTech z Rudawy k. Krakowa - z
nowymi deskami F2 i żaglami
Arrowsa :(( Pogoda dopisała - wbrew prognozom było dość ładnie, tylko
przez moment spadlo parę kropel
deszczu. Wiatr niestety 1-2B, przez chwile tylko powiało 3. Całlość sprawnie zorganizowana i w dużo
lepszym miejscu niż 2 lata temu. Spośród trzech imprez regatowych dla amatorów, w jakich miałem
okazję uczestniczyć w ostatnich 2 latach, Chańcza najbardziej przypadła mi
do gustu. Zdecydowanie najwięcej
uczestników, sprawna organizacja, osobne wyścigi dla desek mieczowych i bezmieczowych, dużo
sponsorów, nagród, quizów, cos na "ząb", pokazy i testy sprzętu
renomowanych firm, fajna atmosfera - słowem
prawdziwy festyn windsurfingowy :)
Minusy?
1. duży tłok na wodzie, zwłaszcza w przypadku wyścigów desek bezmieczowych
w warunkach słabego wiatru - wówczas trasa
pomiędzy dwoma bojami wymagała częściowego halsowania, co prowadziło
do wielu kolizji w okolicy
boi - może da się w przyszłosci nieco zmodyfikować trasę?
2 Zalew Chańcza jest bardzo urokliwy, o dość urozmaiconej linii brzegowej. Niemniej brzegi zalewu, masowo odwiedzane przez spragnionych wypoczynku nad woda, są równie masowo zaśmiecane - ciągle brakuje solidnego zaplecza sanitarnego. Może przy okazji regat da się namówic sponsorów (np radio Kielce) na akcje sprzątania brzegów jeziora? Niekoniecznie w tym czasie, choć wrzesień to już trochę po sezonie, więc może i dobry na porządki... Może parę szkół namówić na kibicowanie połączone z porządkami?
3. To już może nie minus, ale propozycja - na regatach w Pszczynie jest parę miłych akcentów - losowanie nagrody dla najstarszego i najmłodszego uczestnika oraz sporo nagród losowanych wśród wszystkich (poza zwycięzcami) uczestników - i to nie byle jakich nagród - były pianki letnie, trapezy, żagle, linki trapezowe, buty i wiele gadżetów... Może by tak i tutaj cos podobnego wprowadzić ? :)) Regaty to też sposób na zawieranie nowych znajomości oraz poznanie prawdziwych, a nie wirtualnych uczestników internetowej listy dyskusyjnej pl.rec.windsurfing. Tym razem zauważyłem 2 naklejki grupy - jedna na dole żagla Fanatic (fioletowym) w mieczowkach, druga (stare logo - na żółto) na którejś desce. Poznałem też grupowicza Piotrka P. z Krakowa.
Krzysztof Bucki - Staszów
Bardzo cieszę się, że powstaje nowa strona związana z Naszymi regatami ( piszę Naszymi ponieważ jest mi bardzo bliska ) i dziękuję Ci za zainteresowanie się moją opinią na ich temat. Oto moja opinia. Ta impreza jest dla mnie głównie spotkaniem z moimi bliskimi windsurfingowymi znajomymi, co oczywiście nie znaczy, że nie traktuje jej w kategoriach sportowych. Myślę, że podczas ich organizacji udało się dobrze dobrać proporcje pomiędzy rywalizacją sportową, spotkaniem rodzinnym, i wreszcie po prostu dobrym i pożytecznym spędzaniem czasu. Rywalizacja sportowa jest dla mnie ważna jak chyba dla każdego faceta, co wcale nie oznacza dla mnie walki o miejsce na pudle za wszelką cenę. Po pierwsze odpowiada mi formuła w której nie ma bardzo drogich nagród które ściągają z wielu miejsc ludzi nastawionych po prostu na zarobek. W miejsce nagród, co wydaje mi się bardzo sensowne, wprowadzono upominki okolicznościowe które są przyznawane bez względu na miejsce. Kolejną sprawą jest spotkanie rodzinne. I może zabrzmi to górnolotnie, ale wydaje mi się, że jesteśmy po prostu "rodziną" którą łączy wspólna pasja. Należą do niej nie tylko deskarze, ale także ludzie z którymi żyjemy. I nie ma tu żadnej różnicy czy jest to żona/mąż czy dziewczyna/chłopak, rodzice czy może bliscy nam ludzie. Oni nas wspierają; jedni ciepłym słowem, inni zainteresowaniem, a wreszcie inni ( tak jak moi rodzice ) także finansowo. To Oni przesiadują w oczekiwaniu na nas na brzegu, kontrolują i martwią się czy nic się nie satło, bardzo często w warunkach odbiegających od śródziemnomorskich. Tak więc należy im się pod koniec sezonu choć to piwo, bigos i kiełbaska znad ogniska; a przy okazji mogą wymienić między sobą doświadczenia co do tych świrów na wodzie. Trzecim aspektem jest porostu dobre spędzenie czasu. Nie wiem jak inni, ale ja się po prostu wyśmienicie bawię. Zapominam na moment o całych problemach i gnam po wodzie ile się da, byle do przodu. Przy okazji nie rosną nam brzuchy, " a może niektórym rosną mięśnie ". Po zabawie na wodzie przychodzi czas na zabawę na lądzie; możemy porozmawiać, wymienić doświadczenia i spytać się o coś mądrzejszych. Nie spotkałem się ( o czym chcę koniecznie napisać ) podczas tych regat żadnej bufonady i nadęcia. Pokazuje to, że w dobrze wychowanym towarzystwie zabawa jest przednia. A tak przy okazji, może jakiś dzieciak zobaczył jak zdrowo-sportowo ( niepotrzebne skreślić ), miło i pożytecznie można spędzać czas, i wybierze kurs na windsurfing miast " kursu na klej, papierochy, i picie dla picia". Szkoda tylko, że na następne regaty czekać musimy do pierwszego weekend'u września, bo to piekielnie długo. Może by tak prócz wrześniowych zorganizować także regaty majowe ( przecież zawsze 1-3 maja jest wolne )? Było by to symboliczne rozpoczęcie i zakończenie sezonu.
Marcin Toporek - Kielce
Moja przygoda z windsurfingiem zaczęła się latem tego roku. W ostatnich
dniach czerwca kupiłem dużą mieczową
krypę i rozpocząłem mozolne ćwiczenia na wodzie (najczęstsze pytania z tego
okresu – Jak ustać
na tym dziadostwie?, Czemu tak
trudno wyciągnąć ten cholerny żagiel z wody?, O ...… JAK
WRÓCIĆ
DO BRZEGU ?!!!!?) . Przez myśl mi wtedy nawet nie przeszło, że po dwóch
miesiącach będę
brał udział w jakichkolwiek regatach. A jednak… Z
pewnymi obawami zapisałem się na listę uczestników, z mocnym postanowieniem
aby nie być ostatnim na
mecie (przedostatni – jak
najbardziej). Wystartowałem w bezmieczówkach, gdyż od ok. dwóch tygodni
(i pięciu – sześciu dni na wodzie), byłem właścicielem 120 –
litrowego, starego jak świat BIC’a.
Własne obawy co do „znakomitego” występu potwierdziłem już w
pierwszym wyścigu. Taktyka, którą przyjąłem
polegała na podłączeniu się pod jednego z zawodników, który miał szanse
na zwycięstwo. Niestety
mój faworyt nie popłynął rewelacyjnie i robiąc zwrot był w połowie
stawki. Ja zostałem zmuszony do
halsowania. Zawracając widziałem jak wyprzedzająca mnie osoba właśnie mija
linię mety. Nie dość, że
byłem ostatni to znajdowałem się na półmetku!!!.
Czarny scenariusz się sprawdzał. Dodatkowo do końca
nie byłem pewien czy zmieszczę się w limicie czasu. Udało się jednak i nie
zostałem zdyskwalifikowany!
W kolejnych wyscigach wyciągnąłem wnioski z pierwszego. Poszło mi dużo
lepiej. Ostatecznie przekroczyłem
przedstartowe założenia i wyprzedziłem kilku (chyba ośmiu) innych uczestników.
Myślę, że
jak na poczatek mojej zabawy z windsurfingiem, był to całkiem niezły wynik.
Dla mnie cała impreza, oprócz
świetnej zabawy jaką była rywalizacja na wodzie, stała sią okazją poznania
innych miłośników deski.
Te znajomości oczywiście procentują do dziś.
Tomasz Kasiak - Kraków
Do opinii poprzedników dorzucę moje “subiektywne siłą rzeczy” 3 grosze. W poprzednich regatach (w 1999 roku) uczestniczyłem jako... widz i samozwańczy fotograf. W obecnych jako sędzia i zawodnik z rocznym stażem – i z tego też powodu robienie zdjęć w trakcie imprezy zeszło na dalszy plan. Nie będę chwalił imprezy – niech to robią inni. Cóż Januszowi po pochwałach brata :). Natomiast muszę stwierdzić, że byłem pełen podziwu gdy obserwowałem jak spokojnie i z uśmiechem na ustach starał się łagodzić drobne nieporozumienia czy pretensje: “za mało biegów, za długie trasy, za krótkie trasy, za słabo wieje itd. itp.” Jednocześnie miałem świadomość ile wysiłku wymaga zorganizowanie takiej imprezy. Moim zdaniem regaty osiągnęły chyba maksymalną ilość zawodników “strawialną” na tym akwenie i dalszy rozrost imprezy doprowadzi do radykalnego spadku jej notowań. NIE RÓBCIE MASÓWKI. Nasuwa mi się jedna uwaga: postarajcie się tak zorganizować regaty aby sędziowie nie byli jednocześnie zawodnikami i nie byli z nimi spokrewnieni :).
Mój komentarz
1. Z roku na rok na naszą imprezę przyjeżdża coraz to więcej uczestników, dlatego w tym roku byliśmy zmuszeni do rozegrania oddzielnych wyścigów dla desek mieczowych (do południa) i bezmieczowych (po południu). Minusem takiego podziału jest mniejsza ilość wyścigów w danej kategorii, ale znów plusem mniejszy tłok na wodzie oraz możliwość przetestowania w wolnym czasie sprzętu windsurfingowego. Zalew Chańcza jest niewielkim akwenem na którym wiatr zaczyna się rozwiewać ok. godz. 10-11 dlatego wcześniejsze rozpoczęcie regat nie ma sensu, a częste "odkrętki" wiatru powodują różne dziwne sytuacje na wodzie (np. płyniemy do boi półwiatrem i nagle robi się halsówka) - ale przecież taki jest nasz windsurfing szuwarowo-bagienny. Biorąc pod uwagę Wasze opinie postaramy się w przyszłym roku zwiększyć liczbę wyścigów i nieco wydłużyć trasę regat, zamierzamy również zaprosić więcej firm windsurfingowych z "testami sprzętu".
2. W roku 1999 wśród 54 zawodników wystartowała tylko jedna kobieta - Jadzia Wichman, w tym roku wśród 67 uczestników było ich aż dziewięć, (trudno było nam przewidzieć tak "wysoką" frekfencję kobiet), jest to dla nas bez wątpienia sygnał, aby w przyszłym roku wprowadzić odrębną kategorię dla płcipięknej.
3. Co roku mamy dylemat, czy lepiej kupić kilka nagród o wyższej wartość i rozlosować je pomiędzy uczestników, czy wprowadzić drobne nagrody - gadżety, tak jak to miało miejsce w tym roku (każdy zawodnik otrzymał dyplom, kubek i koszulkę windsurfingowa). Proszę o wasze opinie.
4. Organizacja regat 1-3 maja na rozpoczęcie sezonu windsurfingowego nad Chańczą jest bardzo dobrym pomysłem. Myślę że, cieszyłaby się dużym powodzeniem i gdyby ktoś chciał się tego podjąć - bardzo chętnie pomogę.